Kupno lustrzanki: jaki aparat wybrać?

Nie myśl o megapikselach. A do sklepu zabierz wagę.

A więc naprawdę chcesz kupić lustrzankę i wiesz już nawet, jakich obiektywów potrzebujesz. Pora zatem na sam aparat. Niestety, nie ma czegoś takiego jak model „najlepszy”, ani tym bardziej idealny, który można polecić każdemu. Tak jak obiektywy, korpus lustrzanki dobierać trzeba do indywidualnych potrzeb. Pocieszę jednak: każdą lustrzanką zrobisz świetne zdjęcia.

Największy wpływ na jakość techniczną zdjęć ma matryca, czyli element światłoczuły, który zastąpił w aparatach cyfrowych klisze fotograficzne. Jak na złość, porównywanie ze sobą różnych matryc jest jednak niełatwe, a główny parametr, jakim są opisywane, czyli megapiksele, mówi niewiele.

Każda liczba megapikseli we współczesnych lustrzankach będzie wystarczająca. Z kolei różnica w ostrości może być widoczna tylko przy pełnym powiększeniu i wykorzystaniu naprawdę drogich szkieł. Na początku proponuję w ogóle nie przejmować się matrycą. Choć niektóre są lepsze od innych, wszystkie powinny być wystarczająco dobre, a różnice między tańszymi a droższymi lustrzankami formatu APS-C (patrz poprzednia notka) często są w tym aspekcie nieduże.

Mężczyzna widziany od tyłu, od ramion w górę, wykonuje zdjęcie smartfonem. W tle widok na stare miasto w Pradze, z widoczną kopułą kościoła św. Franciszka z Asyżu
Mój telefon ma więcej megapikseli niż moja lustrzanka. Nie znaczy to, że robi lepsze zdjęcia (fot. A_Peach, CC BY 2.0)

Fotografia to sport fizyczny

Moja pierwsza rada zawsze jest taka sama: zacznij od wizyty w dużym markecie elektronicznym i obmacaj różne modele. Sprawdź, jak leżą Ci w ręce, czy uchwyt jest pewny i wygodny, czy nie brakuje Ci miejsca na kciuk. Przede wszystkim jednak zastanów się, czy ciężar nie jest za duży (albo za mały, jeśli lubisz czuć w ręce, że trzymasz coś solidnego), pamiętając przy tym, że większość dobrych obiektywów waży dodatkowo przynajmniej pół kilo i więcej.

W czasie wakacyjnych wyjazdów lustrzankę nosimy w ręku, na ramieniu lub na szyi nawet cały dzień i pod taki wysiłek należy dobierać sprzęt. Jak wspominałem w pierwszym tekście z cyklu: najlepszy aparat to ten, który mamy ze sobą. Im będzie mniejszy, tym rzadziej zostawisz go w domu czy hotelu.

Mój podstawowy zestaw, czyli Canon 40d z obiektywem EF 24-70 mm f/2.8L USM waży prawie dwa kilogramy i dla mojej żony to już za dużo, a i mnie potrafi ten ciężar zmęczyć. Co gorsza, lampa błyskowa to kolejne 450 gramów, a noszę ze sobą jeszcze jeden obiektyw (385 gramów) i pewną liczbę akcesoriów. Po cały dniu dźwigania tego wszystkiego moment zdjęcia torby z ramienia to prawdziwa rozkosz.

Na zdjęciu lustrzanka cyfrowa widziana z boku, z podpiętym do niej bardzo długim teleobiektywem. Cały zestaw umieszczony na statywie.
Nie trzeba takiej lunety, by odczuć ciężar lustrzanki i obiektywu (fot. Rolf Brecher, CC BY-SA 2.0)

Wygoda ponad wszystko

Jeśli nie planujesz fotografować sportu, to maksymalna liczba klatek na sekundę będzie mało istotna, za to przycisk na obudowie pozwalający zmienić ISO (światłoczułość matrycy), balans bieli czy kompensację ekspozycji przyda się każdemu. Podobnie jak mały górny wyświetlacz, na którym widoczne będą wszystkie nastawy (dla mnie to coś niezbędnego).

W przypadku aparatów Canona warto zwrócić uwagę, czy na tylnym panelu znajduje się minijoystick oraz kółko zmiany nastaw a nie tylko przyciski kierunkowe. Może się wydawać, że to mało istotne szczegóły, ale ja we wspomnianym kółku zakochałem się po pięciu minutach używania aparatu i miłość ta nie wygasa.

Montaż dwóch zdjęć. Po lewej fragment tylnego panelu Canona 40d, z widocznym miejscem na kciuk oraz dżojstikiem do wyboru punktu ostrzenia i kółkiem do wyboru ustawień
Kółko, joystick i górny wyświetlacz mojego Canona 40d. Raz spróbujesz i pokochasz

Cennym dodatkiem, którego często mi brakuje w mojej lustrzance, jest ruchomy wyświetlacz Najlepiej, by możliwy był jego pełny obrót, ale wystarczy, że da się go wychylić w dół i w górę. Dzięki temu robienie zdjęć znad głowy lub z perspektywy żaby, przy samej ziemi, będzie znacznie, znacznie prostsze. A zmiana perspektywy pozwala osiągnąć całkiem ciekawe efekty…

Zdjęcie zespołu rzeźb plenerowych „Nierozpoznani”. Charakterystyczne bezgłowe i bezrękie figury wykonane z brązu górują nad obserwatorem na tle błękitnego nieba
Długo nie wiedziałem, jak zabrać się do „Nierozpoznanych” Magdaleny Abakanowicz na poznańskiej Cytadeli. Odpowiedzią okazała się zmiana perspektywy

Niebagatelne znaczenie ma też wielkość powiększenia obrazu w wizjerze i zakres pokrycia klatki. Znacznie wygodniej będzie się kadrowało przy powiększeniu 0,95x (lub większym) i widoczności 100% obrazu padającego na matrycę niż przy powiększeniu 0,85x i dodatkowo niewidocznych 5% zdjęcia na brzegach.

Jak to jednak zwykle bywa, nie można mieć wszystkiego. Niewielka waga to cecha tańszych lustrzanek „dla początkujących” (określane po angielsku zazwyczaj jako entry level), a górny wyświetlacz, dużą liczbę przycisków i lepszy wizjer spotkamy raczej w droższych modelach dla „zaawansowanych amatorów” (enthusiast level)

O czym jeszcze pamiętać?

Poszukując najlepszego zestawu dla siebie, dobrze jest czytać internetowe recenzje aparatów i obiektywów. Z czystym sumieniem mogę polecić dwa serwisy: anglojęzyczne https://www.dpreview.com/ oraz polskie http://www.optyczne.pl/. Ich testy są dość szczegółowe i pozwolą przy okazji poszerzyć wiedzę o technicznych aspektach fotografowania, ale jeśli nie macie czasu lub cierpliwości, na początek wystarczy lektura podsumowań. Z całością warto się zapoznać, gdy zostaną już do wyboru 2–3 modele.

Czytając testy, warto natomiast przyjrzeć się pomiarom rozpiętości tonalnej (im większa, tym lepsza). To ona decyduje o tym, czy przy silnie kontrastowych scenach (np. z jasnym niebem) szczegóły będą widoczne zarówno w jasnych, jak i ciemnych częściach kadru.

W centrum kadru widoczny barokowy ołtarz katedry w Sewilli, sfotografowany aparatem usytuowanym blisko posadzki. Nieco bliżej obserwatora, również w centrum kadru, postać spoglądającego w górę. Jasno oświetlony środek fotografii kontrastuje ze stopniowo coraz ciemniejszymi bokami
We wnętrzach kościołów miejsca jasno oświetlone kontrastują z głęboko zacienionymi. Im większa rozpiętność tonalna naszego aparatu, tym większa szansa, że uda się zachować szczegóły we wszystkich partiach obrazu (fot. Hernán Piñera, CC BY-SA 2.0)

Skoro decydujesz się na lustrzankę, to polecam gorąco wywoływać zdjęcia z RAW-ów (surowych plików cyfrowych), a jotpegi wykorzystywać co najwyżej do wstępnej selekcji. Tym samym możesz zignorować fragmenty recenzji dotyczące jakości tych drugich.

Przy porównywaniu parametrów nie zwracałbym większej uwagi na górną granicę ISO oferowaną przez dany model. Ze względu na szum i tak lepiej unikać dużego podnoszenia światłoczułości. Ciekawsze jest „najwyższe użyteczne ISO” określane w testach, światła brakuje bowiem bardzo często. jest też liczba punktów autofocusu (zwłaszcza krzyżowych – o większej czułości) – im większa, tym łatwiej ustawić ostrość w pożądanym punkcie kadru.

Kupuj używane

Na czerwonym tle stoi w dwóch rzędach osiem czarnych obiektywy o różnych ogniskowych
Obiektywy prawie się nie zużywają, nie trzeba zatem kupować nowych (fot. Thomas Hammer, CC BY 2.0)

Lustrzanka przypomina trochę worek bez dna. Zawsze da się dokupić do niej jakieś szkło czy akcesoria w rodzaju filtrów albo wygodniejszej torby fotograficznej. Jeśli nie dysponujesz nieograniczonym budżetem, dobrą decyzją będzie wybór sprzętu używanego. Obiektywy są bardzo długowieczne i jeśli tylko właściciel o nie dba, te mające parę lat mogą być praktycznie nieodróżnialne od nowych.

Oszczędność jest za to b. duża. Np. doskonały spacerowy zoom Canona EF-S 17-55 mm F/2.8 IS USM kosztuje ok. 3200 zł, podczas gdy na Allegro znajdziecie zadbane egzemplarze już za 2000 i mniej. W przypadku samych aparatów również doradzałbym raczej używany model dla zaawansowanych amatorów sprzed kilku lat niż nową puszkę dla początkujących prosto ze sklepu – będzie i tak droższa, a szybciej zacznie Cię ograniczać.

Kupując używaną lustrzankę, poza ogólnym stanem technicznym zwróć uwagę na przebieg migawki, czyli liczbę fotografii wykonanych dotąd danym aparatem (powinien ją podać sprzedający). Producenci gwarantują zazwyczaj żywotność rzędu 100, czasem 150 tys. klatek (co nie znaczy, że po przekroczeniu tej liczby migawka się zepsuje, może pracować jeszcze drugie tyle). Body mające na liczniku kilka tysięcy fotek będzie jak nowe, ale 20 tys. to wciąż niewiele.

***

Podsumowując: przede wszystkim dobierz wagę aparatu do swoich możliwości i sprawdź, czy wygodnie leży w Twojej dłoni. Jeśli wielkość Twoich mięśni i dłoni pozwoli, kup aparat z górnym wyświetlaczem, dużym wizjerem i ruchomym wyświetlaczem. Ale którego producenta wybrać, do licha?! – myślisz może sobie. Na to pytanie próbuję odpowiedzieć w kolejnej notce, w której opowiadam też, czym ja robię zdjęcia i dlaczego.

Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://sidorski.pl/wp-content/uploads/2017/08/bokeh-1839212_1920.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}
Inline
Inline

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji.

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję", zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij