Czy Lech Wałęsa wie, że współpracował z SB?

Chyba już wszyscy przyznają: Lech Wałęsa współpracował w latach 70. z SB. Tylko sam noblista wszystkiego się wypiera. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego.

Biorąc pod uwagę, że dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy z tak zwanej szafy Kiszczaka nie wniosły na razie do naszej wiedzy niczego znaczącego, czego byśmy dotąd nie wiedzieli, narobiły one nieproporcjonalnie wielkiego szumu. W rozmaitych komentarzach powtarza się przy tym to samo wezwanie skierowane do byłego prezydenta: przyznaj się! Jedni oczekują ostatecznego zrujnowania autorytetu dawnego przywódcy „Solidarności”, inni widzą w szczerym wyznaniu sposób na ocalenie dobrego imienia symbolu polskiej transformacji ustrojowej. „Zgrzeszyłem, ale po stokroć naprawiłem swoje błędy” – mógłby powiedzieć skruszony, ale wciąż dumny Wałęsa. Wygląda jednak na to, że nawet nie przyszło mu to do głowy.

Lech Wałęsa – człowiek autentyczny

Nasz piąty w historii noblista to prosty, niewykształcony człowiek, którego wzburzone fale historii wyniosły znacznie wyżej, niż kiedykolwiek mógłby się spodziewać. Kiedy obserwuje się jego poczynania, czyta jego wpisy w mediach społecznościowych, słucha jego wypowiedzi medialnych, nie sposób nie zauważyć, że nie podpowiada mu ich z pewnością żaden spec od PR-u. Wszystko jest tu naturalne: prezydent-elektryk jest taki, jakim go widzimy, począwszy od jego błędów ortograficznych, a skończywszy na ogromnej bufonadzie. Nie mamy do czynienia z przemyślaną strategią wizerunkową, ale z prostolinijnym, działającym emocjonalnie mężczyzną, który wyraża się w sposób przypominający strumień świadomości i mówi to, co przyjdzie mu akurat do głowy.

Lech Wałęsa w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, sierpień 1980 roku (fot. Giedymin Jabłoński, ze zbiorów Europejskiego Centrum Solidarności, CC BY-SA 3.0 PL)
Lech Wałęsa w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, sierpień 1980 roku (fot. Giedymin Jabłoński, ze zbiorów Europejskiego Centrum Solidarności, CC BY-SA 3.0 PL)

Oczywiście nie oznacza to, że Wałęsa jest zawsze szczery i prawdomówny. Człowiek tego typu jednak – nawet kiedy świadomie lub nieświadomie rozmija się z prawdą – zachowuje stale pewną autentyczność. Jego sposób rozumowania widoczny jest wyraźnie również wtedy, gdy próbuje on ukryć swoje myśli. Zacznijmy od podsumowania ostatnich wypowiedzi dawnego przywódcy „Solidarności” związanych z oskarżeniami o współpracę z peerelowską bezpieką.

Jak Wałęsa rozpracowywał SB

Hamowałem więc prowokatorów, pijaków i awanturników , pchających do bijatyk , strat i przegranej sprawy .Jeśli można tu dopatrywać się współpracy .To w tej koncepcji SB ze mną mieliśmy ten sam wspólny cel .

Moim zdaniem największe w życiu sukcesy odniosłem w tedy w 1970 do 1976 r wtedy więc wyprowadziłem swoją koncepcję bez większych strat , rozpoznałem przeciwnika . Tak powstały fundamenty pod zwycięstwo sierpnia 1980r . #

Choć nieporadność językowa byłego prezydenta znacząco utrudnia analizowanie jego stanowiska, to jednak można wskazać kilka głównych elementów kreowanej przez niego narracji. Po pierwsze, Wałęsa twierdzi, że od zawsze pragnął obalić komunizm i taki był też jego cel w 1970 roku. Już wtedy miał też rzekomo swoją wizję realizacji tego zamiaru, a jednym ze środków było „rozpoznanie przeciwnika” i „hamowanie prowokatorów, awanturników”. W tej wizji przyszły noblista już wówczas prowadził jakiegoś rodzaju grę z SB i kładł podwaliny pod przyszły sukces, czyli pokojową zmianę władzy i ustroju.

Po drugie, były przywódca „Solidarności” lekceważy osoby, na które miał donosić, twierdząc że albo ich w ogóle nie znał, albo też nie były one nigdy nikim ważnym. Skoro tak – zdaje się mówić – to dlaczego tak ważna persona jak on miałaby opowiadać o ludziach pozbawionych znaczenia? Przecież SB-ków na pewno interesowałoby co innego…

Podpisałem dwa podobne , główne dokumenty , przy dwóch świadkach , to umożliwiło Sbeką pobieranie pieniędzy dla siebie nie dla mnie i o dziwo robili to po kolei różni i to dość długo . #

Po trzecie, choć Wałęsa stanowczo zaprzecza, jakoby miał donosić na kolegów i brać za to pieniądze, to jednak przyznaje, że podpisał jakoweś dokumenty, które umożliwiły funkcjonariuszom SB pobieranie pieniędzy wypłacanych rzekomo „Bolkowi”. Miał to robić niejako z dobrego serca, wierząc w życzliwość jednego z oficerów.

Dysonans poznawczy

Lech Wałęsa osiągnął w swoim życiu ogromny sukces, który znacząco przerósł możliwości pojmowania prostego elektryka. Przywództwo w „Solidarności”, nagroda Nobla, obalenie władzy PZPR w Polsce, prezydentura i wreszcie gigantyczna, światowa sława oraz uznanie – to wszystko z pewnością uderzyło mu do głowy i uczyniło zeń megalomana przekonanego o swej znakomitości, porównywalnej z największymi bohaterami i mężami stanu w historii Polski, jeśli nie świata.

Władza, sława i zaszczyty – Lecha Wałęsę spotkało więcej, niż kiedykolwiek mógł sobie wymarzyć (fot. ze zbiorów National Archives and Records Administration, domena publiczna)
Władza, sława i zaszczyty – Lecha Wałęsę spotkało więcej, niż kiedykolwiek mógł sobie wymarzyć (fot. ze zbiorów National Archives and Records Administration, domena publiczna)

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że mamy dziś do czynienia z człowiekiem pełnym samozachwytu, niezdolnym do spojrzenia na siebie w sposób krytyczny i przyznania się do jakichkolwiek błędów. Słyszeliśmy przecież wielokrotnie, że Polacy nie dostali swoich obiecanych 100 milionów i drugiej Japonii tylko dlatego, że nie chciano Wałęsy słuchać i nie pozwolono mu zrealizować jego zamiarów.

W tym świetle zupełnie nie dziwi, że nasz były prezydent opowiada, jak to już w 1970 roku realizował spójny plan obalenia komunizmu. Chociaż twierdzenie to ociera się o absurd, doskonale wpisuje się w pielęgnowany latami obraz samego siebie wykreowany przez niegdysiejszego przywódcę „Solidarności”. Oskarżenia o współpracę z SB muszą wywoływać w nim samym potężny dysonans poznawczy: Jakże to? – może myśleć. – Ja miałbym donosić na kolegów? Ja? Który sam tymi rękoma obaliłem komunizm? Który nie złamałem się w czasie stanu wojennego, który byłem szykanowany, i inwigilowany? Jak można w to w ogóle wierzyć?

Fragment zobowiązania TW Bolka do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa (fot. ze zbiorów IPN, domena publiczna)
Fragment zobowiązania TW Bolka do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa (fot. ze zbiorów IPN, domena publiczna)

W takiej sytuacji bardzo łatwo wyobrazić sobie wyparcie ze świadomości agenturalnej przeszłości, która zagrażała spójności głęboko zinternalizowanego wizerunku własnej osoby. Wspomnienia te mogły zostać zastąpione nowymi, wytworzonymi nieświadomie na skutek autosugestii: Tak wielki człowiek musiał przecież od początku realizować swój genialny plan, choć wielu nie dostrzega dziś jego wizjonerstwa… Jednocześnie to, co początkowo było jedynie obmyślaniem strategii na wypadek ujawnienia prawdy, z czasem mogło stać się elementem autobiografii uznawanym za prawdziwy. Od rozważań typu:

A jeśli się dowiedzą? Uwierzą? W końcu komuchy fałszowały na mnie papiery dla Norwegów. Tak, tak, powiem, że i to sfałszowane…

Łatwo przejść do:

A jeśli papiery wypłyną? Uwierzą? Ale przecież komuchy fałszowały…

A stamtąd wcale niedaleko do:

Co oni mi tu wmawiają, jak to wszystko sfałszowane!

Warto przy tym pamiętać, że w 1970 roku Wałęsa miał 27 lat i najprawdopodobniej nie miał żadnego pojęcia ani o sposobach pracy SB, ani też o tym, w jaki sposób rozmawiać z jej funkcjonariuszami, by wyjść z takiej konfrontacji w dobrym zdrowiu i z czystym sumieniem. Co za tym idzie, można powątpiewać, czy przyszły prezydent zdawał sobie dobrze sprawę z tego, co robi i jakie mogą być tego konsekwencje. Być może już wtedy tłumaczył sobie, że jego kontakty bezpieką są nieszkodliwe i nie przywiązywał do nich tak dużego znaczenia, jakiego nabrały one z czasem. Gdyby tak było, pamięć o tym epizodzie byłaby jeszcze bardziej podatna na zniekształcenia.

Może coś tam podpisałem, ale później… (fot. Olgierd Rudak, CC BY 2.0)
Może coś tam podpisałem, ale później… (fot. Olgierd Rudak, CC BY 2.0)

Meandry (nie)pamięci

Powyższe rozważania mają oczywiście czysto hipotetyczny charakter i nie sposób stwierdzić, jak bliskie są prawdy, o ile nie mijają się z nią całkowicie. Najważniejszą przesłanką świadczącą przeciw tej koncepcji jest fakt, że na początku lat 90. Wałęsa wypożyczył akta dotyczące TW „Bolek” i najprawdopodobniej zniszczył znaczną ich część. Musiał więc wówczas pamiętać o takich kontaktach z SB, których wyjście na jaw byłoby dla niego dużym zagrożeniem. Prof. Andrzej Paczkowski ocenia w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” z 29 lutego 2016:

W przypadku Wałęsy to nie jest problem dla historyka ani nawet dla prokuratora, ale dla psychologa. Wałęsa przecież miał świadomość swojej współpracy. Oczywiście z biegiem lat ją wypierał, stawała się dla niego coraz mniej ważna. Nawet gdy potem kręcił, to moim zdaniem kręcił w pewnym sensie w dobrej wierze – bo skoro wyparł, to mógł nie pamiętać szczegółów. Ale na pewno miał cały czas świadomość tego, co zrobił w latach 1971–76. […]

Oczywiście o tym, że Wałęsa pamiętał, świadczyło np. jego zachowanie, gdy był prezydentem: zniszczono wówczas część dokumentacji, którą jego kancelaria wypożyczyła z Urzędu Ochrony Państwa.

Z drugiej jednak strony trudno powiedzieć, na ile Wałęsa wczytywał się w te dokumenty i w jaki sposób je sam dla siebie interpretował. Od tamtego momentu do dziś minęło już zresztą więcej czasu niż dzieliło go wówczas od końca współpracy z bezpieką w 1976 roku. Co mogło być w miarę żywym wspomnieniem w 1992 roku, może być bardzo zatarte w roku 2016. Jeśli tak, to obecne zachowanie byłego prezydenta staje się łatwiejsze do zrozumienia.

Nawet najważniejsze wspomnienia bywają zadziwiająco ulotne (rys. Nicolas P. Rougier, na licencji GNU GPL)
Nawet najważniejsze wspomnienia bywają zadziwiająco ulotne (rys. Nicolas P. Rougier, na licencji GNU GPL)

Pamięć ludzka jest znacznie bardziej zawodna niż zwykliśmy przyjmować. Trudno nam uwierzyć, że nawet kluczowe, zdawałoby się, wydarzenia z naszego życia mogą pozostawić po sobie wspomnienia całkowicie odmienne od rzeczywistego przebiegu wypadków. Jakże często mówimy „pamiętam, jak gdyby to było wczoraj” i przekonani jesteśmy, że nie możemy się mylić. Tymczasem nawet te najżywsze obrazy przechowywane przez nasze neurony mogą być fałszywe, wytworzone pod wpływem późniejszych przeżyć i doświadczeń. Kiedy Lech Wałęsa pisze:

uwierzono że dałem się złamać , że jednak mimo wszystko w latach 70 lekko współpracowałem donosiłem i brałem pieniądze .NIE . NIE .NIE….nie ….nie .nie .to NIEPRAWDA ..

nie wykluczam, że jest w tym szczery, nawet jeśli mówi jednocześnie nieprawdę.

Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://sidorski.pl/wp-content/uploads/2016/03/walesa1.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}
Inline
Inline

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji.

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję", zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij