Nie kupuj lustrzanki

I tak nie będziesz nią robił zdjęć. Cztery powody, dla których telefon jest lepszy.

Znajomi wiedzą o moim fotograficznym bziku, niektórzy widzieli mnie leżącego z aparatem na ziemi albo obładowanego sprzętem, dlatego od czasu do czasu ktoś pyta mnie, jak wybrać lustrzankę. Dziś wszyscy robimy zdjęcia, a kiedy telefon przestaje wystarczać, lustrzanka zdaje się oferować najlepszą jakość i najwięcej możliwości. Ale to nie do końca prawda.

Zasada #1: Be there

Najlepszy aparat to zawsze ten, który masz ze sobą. Nawet najmniejsza lustrzanka z jednym lekkim obiektywem jest większa, cięższa i bardziej rzucająca się w oczy niż aparat kompaktowy, nie mówiąc o telefonie. I wymaga jeszcze specjalnej torby do jej noszenia. A to znaczy, że bardzo często nie będziesz miał jej w ręku, gdy napotkasz coś wartego uwiecznienia.

Nawet w drodze na uczelnię czy do pracy możesz natknąć się np. na ciekawą scenkę rodzajową i przeklinać się w duszy, że jak zwykle zostawiłeś aparat w domu. Ale również w czasie spaceru w górach ciężar torby fotograficznej na ramieniu z każdym kilometrem będzie bardziej uciążliwy i możesz stracić ochotę do wyciągania sprzętu, by utrwalić kolejny widok. Zresztą kozica i tak zdąży Ci uciec. A czy wziąłbyś statyw na wieczorny spacer, by móc uwiecznić piękny zachód słońca? Pomyśl, czy nie potrzebujesz czegoś mniejszego i lżejszego.

Zasada #2: to fotograf robi zdjęcia – nie aparat

Zastanów się, czy masz ochotę poświęcić czas, na rozwój swoich umiejętności fotograficznych. Jeśli będziesz robić zdjęcia w trybie automatycznym i nie ogarniesz nawet trójkąta ekspozycji, a na dodatek nie skorygujesz podstawowych błędów w kompozycji, Twoje zdjęcia mogą być gorsze niż z telefonu (lub równie złe). Jeśli wiesz, co robisz, utrwalisz na matrycy wiele doskonałych ujęć choćby i tosterem. Jeśli nie, nie pomoże Ci nawet średnioformatowy Hasselblad za 180 tys. zł.

Lustrzanka daje wiele możliwości, ale stawia też największe wymagania. Te wszystkie przyciski na obudowie i cyferki w wizjerze są do czegoś potrzebne – czy chcesz się ich uczyć? Czy kupisz sobie książki, które nauczą Cię podstaw kadrowania, operowania światłem i parametrami ekspozycji, albo spędzisz długie godziny na wyszukiwaniu i czytaniu porad w Internecie? Czy lubisz oglądać zdjęcia innych fotografów? Czy masz w sobie dość zacięcia, by opanować chociaż podstawy obróbki cyfrowej w Photoshopie, Lightroomie lub chociaż GIMP-ie? Jeśli nie, to może jednak nie potrzebujesz lustrzanki?

To samo zdjęcie przed obróbką i po obróbce w Lightroomie:

Image
Image
marker

Zasada #3: Czasem telefon może więcej

Jasne, telefon nigdy nie da Ci takiej ostrości, jak lustrzanka z dobrym obiektywem. Jasne, na zdjęciu z iPhone’a nigdy nie uzyskasz małej głębi ostrości i pięknego rozmycia tła. Ale poza tym, że masz go zawsze ze sobą, w niektórych sytuacjach może sprawdzić się lepiej niż dużo większy i bardziej „profesjonalny” sprzęt. To zdjęcie wykonałem kiedyś w nocy w Sandomierzu:

Gdybym chciał powtórzyć to samo ujęcie za pomocą swojej lustrzanki, musiałbym rozstawić statyw. Fotografia byłaby bardziej ostra, ale zapewne nigdy by nie powstała. Nie miałem statywu, a nawet gdybym miał, pewnie nie chciałoby mi się go użyć. Z kolei zdjęcie poniżej, z lewej strony, zrobiłem w Kazimierzo Dolnym w ciągu kilku sekund od wyjęcia telefonu z kieszeni.

Zdjęcie po prawej jest lepsze, ale to HDR (High Dynamic Range) złożony z czterech klatek naświetlanych po kilka sekund, po długim szukaniu miejsca na statyw i odpowiednich parametrów ekspozycji (nie planowałem początkowo HDR-a) oraz wybieraniu dokładnego kadru już na trójnogu. W sumie spędziłem w tym miejscu z pół godziny. Czy różnica jest tego warta? Twoja decyzja.

Image
Image
marker

Ale w telefonie nie mam zoomu!! – zakrzykniesz może, mając już dość mojego zachwalania tak niepoważnego sprzętu. To prawda, ale w lustrzance też możesz nie mieć, wystarczy, że zdecydujesz się na obiektyw stałoogniskowy – są najlżejsze i oferują najlepszą jakość optyczną w najniższych cenach. Żeby zastąpiły zakres ogniskowych dostępny w dobrym kompakcie (zmieści się w dużej kieszeni), potrzebujesz ich nawet pięć, a przynajmniej trzy. Czy chce Ci się nimi żonglować? Zresztą w przypadku obiektywów zmiennoogniskowych (z „zoomem”) też musiałbyś mieć przynajmniej dwa, a może trzy: szerokokątny, „spacerowy” i teleobiektyw.

Zasada #4: lustrzanka to worek bez dna

Jeśli naprawdę się wciągniesz, to początkowo kupiony sprzęt szybko przestanie Ci wystarczać. Będziesz chciał dokupić teleobiektyw, bo nie udało Ci się sfotografować słodkiej wiewiórki w parku. Zabraknie Ci makroobiektywu, żeby zajrzeć w oczy tego strasznego pająka, który wpadł do wanny. Nie wyjdzie Ci świetne zdjęcie, bo nie będziesz miał filtru polaryzacyjnego, by zlikwidować odbicia na szybie, albo filtru szarego, by wydłużyć czas naświetlania i uzyskać „mleczną” wodę w górskim potoku.

Nie zrobisz zdjęć na rodzinnej imprezie w ciemnej knajpce, bo nie będziesz miał lampy błyskowej. Nie będziesz miał statywu lub okaże się zbyt mało stabilny, by udźwignąć nowy, ciężki obiektyw. A przecież te wszystkie „drobiazgi”, jak dodatkowe akumulatory, karty pamięci, torby czy plecaki fotograficzne też swoje kosztują i mogą istotnie zmniejszyć budżet przeznaczony na sam aparat i obiektyw(y). Czy chcesz ponosić te wszystkie wydatki? Na początku nawet jeden stałoogniskowy obiektyw da Ci mnóstwo radości, ale z czasem będzie coraz bardziej ograniczał…

***

Jak widać (mam nadzieję), lustrzanka nie zawsze jest najlepszym wyborem – na pewno nie dla każdego. Telefony z najlepszymi aparatami są wprawdzie drogie, ale taki np. Samsung Galaxy S7 Edge, którego jestem posiadaczem, oferuje stabilizację obrazu i obiektyw o przesłonie f/1.7. By cieszyć się stabilizacją w swoim spacerowym obiektywie musiałbym dopłacić chyba ze dwa tysiące, a „zoomów” o tak dużej jasności po prostu nie ma. Telefon z dobrym aparatem kosztuje niemało i trzeba go zmieniać dużo częściej niż lustrzankę i obiektywy, ale nosisz go zawsze ze sobą, a do tego masz wszystkie pozostałe funkcje smartfona.

To zdjęcie wymagało statywu i aż 20 sekund naświetlania, czyli więcej niż przy większości nocnych fotografii w mieście (fot. Anders Johansson, CC BY 2.0)
Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://sidorski.pl/wp-content/uploads/2017/03/photography-731499_1920.jpg);background-color: rgba(0,0,0,0);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}
Inline
Inline

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji.

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję", zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij