Macierewicz i historia. Czy powstanie warszawskie uratowało Europę Zachodnią przed komunizmem?

Czy powstanie warszawskie zmieniło bieg II wojny światowej, jak twierdzi Antoni Macierewicz? Sprawdźmy.

Już w zeszłym roku minister Macierewicz powiedział, że powstanie warszawskie było największą bitwą II wojny światowej, a ponadto było jedynym powodem, dla którego armie sowieckie nie poszły dalej na zachód, dzięki czemu „wiele państw mogło zachować niepodległość”. Później podobną tezę wygłosił marszałek sejmu Marek Kuchciński, który wymienił nawet Francję jako przykład kraju ocalonego przed komunistyczną nawałą.

W tym roku Antoni Macierewicz powrócił do tej myśli w rozmowie z Michałem Rachoniem w TVP Info. Wpierw oznajmił, że jest kwestią „dyskusyjną w sposób oczywisty”, czy powstanie warszawskie było porażką w sensie militarnym [tak, tak], a następnie wyjaśnił:

Wiele osób wskazuje na to, że na skutek szczególnego zbiegu okoliczności, wielkiego, długotrwałego, dwumiesięcznego oporu polskiego, zablokowania tego głównego szlaku i powstrzymania się Rosjan ze względów na to, żeby Niemcom było łatwiej wymordować Polaków, spowolniliśmy bardzo ofensywę na wschód [sic!]. W związku z tym sprawiliśmy, że alianci zachodni zdobyli o wiele więcej terenu niż w innym wypadku.

Rok temu tylko śmiałem się na podobne rewelacje. Można było sądzić, że Macierewicz coś sobie po prostu palnął bez zastanowienia w programie na żywo. Po powtórzeniu tej tezy przez marszałka sejmu, a następnie po jej ponownym przywołaniu po upływie roku, można się już jednak zastanawiać, czy nie mamy do czynienia z nowym elementem polityki historycznej obecnych władz. Skoro tak, to rzecz domaga się komentarza.

Czy powstanie warszawskie było porażką? Zdaniem Antoniego Macierewicza niekoniecznie (fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL)

Twierdzenia Kuchcińskiego i Macierewicza wydają się dość zaskakujące. Zażarte dyskusje na temat powstania warszawskiego toczą się od dziesięcioleci, ale przytoczony przez nich argument za zasadnością walki nie był dotąd podnoszony, chyba że incydentalnie (jeśli się mylę, będę wdzięczny za przykłady).

Oczywiście teza taka pada na podatny grunt w kraju o długich tradycjach mesjanistycznych, w którym idea „polskiego przedmurza” jest znów coraz bardziej popularna. Całość wygląda wszakże na dziwaczne przeniesienie ocen dotyczących sytuacji z roku 1920 o 24 lata do przodu. Czy jest w tym jakiś sens?

Ustalenia były inne

Na początku wypada zauważyć, że zatrzymywanie Armii Czerwonej nie było celem powstania. Wręcz przeciwnie, liczono na rychłe wkroczenie wojsk radzieckich do miasta. Odmowa udzielenia pomocy walczącym Polakom do dziś jest uważana za jeszcze jedną niegodziwość Stalina (również przez samego Macierewicza). No ale może powstańcy uratowali Niemców i Francuzów nieświadomie i trochę przez przypadek?

Trudno wskazać dowód na to, że Stalin w miał w połowie 1944 roku plany zajmowania całej Europy Zachodniej z Francją włącznie. Wręcz przeciwnie, już na konferencji w Teheranie pod koniec 1943 roku dokonano wstępnego podziału Europy na strefy operacyjne wojsk koalicji antyhitlerowskiej oraz ustalono, że Niemcy będą okupowane wspólnie. Stalin nalegał jednocześnie na odrzucenie pomysłu alianckiej inwazji na Bałkanach i wymusił ustalenie daty lądowania we Francji. Było oczywiste, że jego ambicje nie sięgają Atlantyku.

9 października 1944 roku, już po upadku powstania, Churchill rozmawiał w Moskwie z radzieckim wodzem. Jakiekolwiek wątpliwości co do powojennych stref wpływów nie dotyczyły krajów Europy Zachodniej, lecz Polski, Bałkanów, Węgier i Grecji. Próba dalszego marszu na Zachód oznaczałaby zapewne wojnę z USA i Wielką Brytanią, a tego radziecki wódz nie chciał i nie był na to gotowy. Ach, i nie zapomnijmy, że na widoku były jeszcze korzyści na Dalekim Wschodzie możliwe do zdobycia w porozumieniu z USA. Co więcej, przykład Wiednia oraz części Czech i Niemiec pokazuje zresztą, że terytoria zajęte przez wojska ZSRR lub aliantów zachodnich mogły później należeć do strefy wpływu drugiej ze stron przyszłej zimnej wojny.

Załóżmy jednak, że Stalin tylko udawał, a w skrytości planował zajęcie całej Europy. Jakie były militarne możliwości realizacji takich zamiarów?

Już w czasie konferencji w Teheranie dokonanego wstępnie podziału Europy i ustalenia te nie zostały później podważone (fot. United States Army 12th Air Force, ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA)

Nieskończona ofensywa?

Na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku Armia Czerwona kończyła właśnie gigantyczną operację Bagration, w ramach której zajęła terytorium dzisiejszej Białorusi, a częściowo też Litwy, Łotwy i Polski. I Front Białoruski, który dotarł pod Warszawę, rozpoczął swoje natarcie ponad 500 km dalej na wschód, pod Bobrujskiem.

W czasie tych walk wojska radzieckie straciły setki tysięcy zabitych i rannych, a także tysiące czołgów i dział. Na skutek szybkich postępów kolejnych ofensyw linie zaopatrzeniowe były rozciągnięte do granic. Jednostki frontowe potrzebowały odpoczynku i uzupełnień. O ile zajęcie Warszawy było zapewne możliwe, kontynuowanie marszu w stronę Odry już nie bardzo. Tylko w grach komputerowych można miesiącami prowadzić nieprzerwaną ofensywę przez setki i tysiące kilometrów.

Armia Czerwona wznowiła działania na tym odcinku frontu dopiero w styczniu 1945 roku. Gdyby Stalinowi spieszyło się do marszu na Paryż i nakazał jego wstrzymanie tylko ze względu na powstanie warszawskie, to czy czekałby ze wznowieniem natarcia trzy miesiące od jego upadku?

Przez ten czas trwały intensywne przygotowania do nowej ofensywy. Do przyczółków za Wisłą przedłużono tory kolejowe o szerszym, rosyjskim rozstawie szyn. Zgromadzono gigantyczne, liczone w milionach ton i sztuk, zapasy paliwa i amunicji. Dzięki temu operacja wiślańsko-odrzańska mogła być błyskawiczna i zakończyć się już w lutym.

Front wschodni od sierpnia 1943 do grudnia 1944 roku (rys. Gdr, CC BY-SA 3.0)

Wcale się nie zatrzymali

Twierdzenie, że Armia Czerwona się zatrzymała jest zresztą co najmniej nieprecyzyjne. Od czerwca do końca grudnia 1944 roku wojska radzieckie zajęły Estonię, większość Łotwy (z wyjątkiem Kurlandii, gdzie zamknęły w kotle niemiecką Grupę Armii „Północ”) oraz Litwę, na południu zaś Mołdawię, Rumunię, Bułgarię i większość Węgier.

Szczególnie ważne były działania na południowym odcinku frontu, zabezpieczały bowiem flankę sił zgromadzonych w Polsce i wymusiły na Rumunii oraz Bułgarii porzucenie III Rzeszy i wypowiedzenie im wojny. Nie bez znaczenie było zdobycie złóż ropy naftowej w pobliżu Ploeszti.

Przede wszystkim jednak Stalin zagwarantował sobie w ten sposób powojenną kontrolę nad zajętymi terytoriami, podczas gdy ich los był jeszcze niedawno sprawą dyskusyjną (przynajmniej dla Churchilla). W połowie 1944 roku postępy na polskim odcinku frontu nie były zatem sprawą priorytetową.

Trudna sztuka teleportacji

Spójrzmy z kolei na front zachodni. 1 sierpnia 1944 roku siły brytyjsko-amerykańskie wciąż tkwiły jeszcze w Normandii, ale już 25 sierpnia wyzwolono Paryż, a do 14 września oswobodzono większość Francji i Belgii. By myśleć o zajęciu tych państw, Stalin musiałby dosłownie teleportować swoje wojska, a i tak wywołałby tym samym trzecią wojnę światową jeszcze przed zakończeniem drugiej.

Front zachodni od 26 sierpnia do 14 września 1944 roku (rys. United States Military Academy’s Department of History)

Z zagrożonych państw pozostają zatem zachodnie Niemcy, Dania i Holandia. Do wzięcia były jeszcze ewentualnie Austria i północne Włochy, ale to już zależało od postępów Armii Czerwonej na południe od Karpat, a tam – jak już wspomniano – wojska radzieckie z pewnością nie zostały wstrzymane przez powstanie warszawskie.

Gdybyż nawet Armia Czerwona ruszyła od razu w sierpniu na Berlin, to czy dotarłaby tam równie szybko jak później po miesiącach przygotowań? Gdyby w listopadzie-grudniu 1944 roku forsowała już Odrę, to czy sytuacja na froncie zachodnim nie uległaby zmianie? Czy Niemcy próbowaliby np. kontrofensywy w Ardenach? Można śmiało założyć, że przyspieszenie klęski III Rzeszy na wschodzie miałoby podobny skutek również na zachodzie.

***

Podsumowując: to nie powstanie warszawskie zatrzymało na pięć miesięcy radzieckie postępy na tym odcinku frontu. Nic nie wskazuje na to, by Stalin zamierzał zająć znacząco większe połacie kontynentu niż to ustalono w Teheranie, a później w Jałcie, gdyby zaś próbował, ryzykowałby kolejną wojną światową. Gdyby radziecki dyktator miał jednak takie plany, miałby poważne trudności w ich zrealizowaniu – niezależnie od powstania w polskiej stolicy.

Podobnie jak Antoni Macierewicz, nie jestem specjalistą od II wojny światowej, przedstawiłem jedynie dość podstawowe i wybiórcze omówienie sytuacji na froncie wschodnim i zachodnim w drugiej połowie 1944 roku. Niemniej, jeśli ktoś chce dowodzić, że powstanie warszawskie uchroniło jakieś państwa przed popadnięciem w zależność od Związku Radzieckiego, musi odpowiedzieć na te zastrzeżenia.

Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://sidorski.pl/wp-content/uploads/2017/08/Warsaw_1944.jpg);background-color: rgba(0,0,0,0);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}
Inline
Inline

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji.

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję", zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij