„Niezwyciężeni” („The Unconquered”) – komentarz nie tylko historyczny

Animowany film IPN-u o polskiej historii wzbudził sporo kontrowersji. Jak go oceniać?

„Tym filmem chcielibyśmy rozpocząć międzynarodową akcję edukacyjną, której celem jest przedstawienie polskiej perspektywy historycznej okresu 1939–1989” – mówił Adam Hlebowicz, zastępca dyrektora Biura Edukacji Narodowej IPN, w czasie premierowego pokazu. Jasno z tego wynika, że animacja przeznaczona jest przede wszystkim dla odbiorcy zagranicznego, choć przygotowano również wersję polskojęzyczną.

Prace nad filmem miały trwać ponad rok. Zatrudniono znane i cenione studio Platige Image (a właściwie należące do niego Fish Ladder), a do roli lektora zaangażowano popularnego aktora Seana Beana, znanego z tego, że grane przezeń postacie często umierają „Władcy Pierścieni” czy „Gry o tron”. Mamy więc do czynienia z przedsięwzięciem na dużą skalę (mimo iż „Niezwyciężeni” trwają tylko kilka minut), a jednocześnie o sporych ambicjach, skoro celem ma być „przedstawienie polskiej perspektywy historycznej” mieszkańcom innych państw.

Trudne zadanie

Czy film ma szansę spełnić pokładane w nim nadzieje? Wydaje się, że bez szeroko zakrojonej i bardzo kosztownej promocji będzie to bardzo trudne. W jaki bowiem sposób animacja miałaby dotrzeć do wymarzonych odbiorców jej twórców? Trudno dostrzec w niej potencjał na wirusowe rozejście się po anglojęzycznym Internecie.

„The Unconquered” to film pełen ciężkostrawnego patosu. Z pewnością może on chwytać za serce Polaków ogarniętych patriotycznym wzmożeniem ostatnich lat, ale ludzi niezwiązanych emocjonalnie z Polską i jej historią raczej odstraszy. Propagandowy charakter produkcji jest zresztą doskonale czytelny, wręcz bije po oczach, a narracja w pierwszej osobie liczby mnogiej tylko potęguje wrażenie, że mamy do czynienia z czymś bardzo stronniczym, bliskim zwykłym przechwałkom.

„Niezwyciężeni” to produkcja lepszej jakości niż „Historia Roja”, ale tak samo nieznośnie patetyczna.

Nachalna propaganda ma to do siebie, że jej potencjał do przekonywania jest mocno ograniczony. Szczególnie jeśli mówimy o osobach przygotowanych do rozpoznawania tego rodzaju przekazów, jak np. nauczyciele historii. Prosty test w tym zakresie został już zresztą przeprowadzony.

Warto też zadać pytanie, ile zrozumie z tego filmu osoba niezaznajomiona z podstawowymi faktami dotyczącymi historii Polski II połowy XX wieku? Skąd się wzięła np. odrodzona polska armia na wschodzie? Jaki był właściwie rezultat powstania warszawskiego? Co oznaczają napisy takie jak „June 1956 Poznań” czy „1976 Radom Ursus”?

„Niezwyciężeni” czy „The Unconquered”?

Osobną kwestią pozostaje zgodność narracji przedstawionej w filmie z dostępną nam wiedzą historyczną. Z jednej strony przy tak prostym i skrótowym materiale skierowanym do masowego odbiorcy można przymknąć oczy na pewne nieścisłości czy drobne błędy, biorąc też pod uwagę licentia poetica twórców animacji. Z drugiej strony, gdy o kluczowych wydarzeniach z dziejów państwa i narodu mówi się jednym zdaniem, dobór słów powinien być bardzo staranny z uwagi na edukacyjny cel powstania „Niezwyciężonych”.

I tu napotykamy na istotny kłopot, bo okazuje się, że wersja anglojęzyczna różni się wyraźnie od polskojęzycznej. Daje to o sobie znać już na samym początku, gdy słyszymy: „Ta wojna była pewna. Nikt nie sądził, że dla Polski potrwa aż pół wieku”, co jest ogromnym nadużyciem. Nie da się zrównać całego okresu istnienia Polski Ludowej z czasem okupacji hitlerowskiej i walk, w czasie których przez nasz kraj przewalały się miliony żołnierzy. Tymczasem po angielsku lektor mówi, że pół wieku trwała nie sama wojna, ale jej skutki. Z tym trudno się nie zgodzić.

Konturowa mapa Polski z zaznaczonymi granicami współczesnymi oraz sprzed drugiej wojny światowej, z widocznymi obszarami utraconymi i zyskanymi w jej wyniku. Ponadto zaznaczono dwa warianty linii Curzona.
Wystarczy spojrzeć na mapę polityczną, by przypomnieć sobie, że skutki II wojny światowej trwają do dziś (rys. radek.s, CC BY-SA 3.0)

Podobnie jest z fragmentem, w którym występuje kobieca postać symbolizująca Irenę Sendler i innych Polaków ratujących Żydów przed Zagładą. Sformułowanie: „There are Poles, who save Jews” nie jest tak bardzo generalizujące, jak polskie: „ratujemy Żydów”. W tym drugim przypadku to już dość paskudna manipulacja, skoro liczba Żydów zamordowanych i wydanych Niemcom przez Polaków nie jest najprawdopodobniej mniejsza niż liczba ocalonych.

Tak czy siak wydaje się, że lepiej byłoby pominąć kwestię polskich postaw wobec Holocaustu taktownym milczeniem. Zamiast tego można by było opowiedzieć o samej Zagładzie, pokazując, że pamięć o milionach zamordowanych Żydów jest dziś dla nas nadal ważna i uznajemy ją za część naszej historii.

W tekście angielskim armia Andersa nie „przebija się na Zachód” (jak słyszymy po polsku), lecz przemieszcza. To też lepiej, wszak wojska te opuściły ZSRR i dotarły na front w Europie bez konieczności walk w Związku Radzieckim czy na Bliskim Wschodzie. Tu i tam jednak jedynym śladem istnienia armii Berlinga jest zaznaczenie na mapie Lenino jako miejsca jednej z bitew stoczonych przez Polaków.

Kadr z filmu „Niezwyciężeni”, na którym widoczna jest mapa Europy z zaznaczonymi miejscami niektórych bitew II wojny światowej, w których wzięli udział Polscy żołnierze.
Ta mapa, z zaznaczoną bitwą pod Lenino, to jedyny ślad istnienia Polskich Siły Zbrojne w ZSRR, jaki znajdziemy w „Niezwyciężonych”

Z drugiej strony w anglojęzycznym filmie słyszymy o wybuchu powstania warszawskiego, lecz zabrakło najmniejszej choćby wzmianki o jego klęsce, zrujnowaniu miasta i śmierci setek tysięcy jego mieszkańców. W wersji Polskiej padają chociaż słowa: „oddajemy życie w imię godności i wolności”, ale to i tak niewiele. Jak by tego było mało, widzimy nieosłoniętego powstańca z opaską, strzelającego z karabinu do kilku najeżdżających czołgów. Czy żołnierz ten nie mógł chociaż stać na barykadzie?

W obu językach mowa jest o jałtańskiej zdradzie Zachodu i trzeba powiedzieć, że jest to powielanie szkodliwego i nieprawdziwego mitu. Czy USA i Wielka Brytania naprawdę miały wywołać III wojnę światową, by Polacy nie czuli się zdradzeni? Czy nie można było chociaż powiedzieć: „porzuceni” zamiast: „zdradzeni”? Z Polskiego tekstu dowiadujemy się na dodatek, że to „wolny świat oddziela się od nas żelazną kurtyną”. To doprawdy kuriozalny pomysł, żeby całą odpowiedzialność za zimną wojnę zrzucić na państwa kapitalistycznego Zachodu.

To, że na końcu „Niezwyciężonych” nie pada nazwa „Solidarności”, a z konkretnych postaci historycznych wymienia się jedynie bezimiennego papieża, można uzasadniać konwencją filmu (Jan Karski czy Irena Sendler też nie są wymienieni z nazwiska), trudno tu jednak ignorować kontekst pisowskiej polityki historycznej. W tym świetle pominięcie Lecha Wałęsy wydaje się celowe.

Lech Wałęsa w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, sierpień 1980 roku
Brak Lecha Wałęsy w IPN-owskim filmie trudno uznać za przypadek (fot. Giedymin Jabłoński, ze zbiorów Europejskiego Centrum Solidarności, CC BY-SA 3.0 PL)

Jedne z ostatnich słów w obu językach to: „wojna skończona”, co również w wersji angielskiej wzmacnia, niestety, przekaz o tym, jakoby półwiecze Polski Ludowej równało się krwawej hitlerowskiej okupacji.

***

Nie jestem w żadnym wypadku przeciwnikiem popularyzacji historii Polski za granicą. Jest to cel, który warto realizować wraz z szerzej zakrojoną promocją naszej kultury. To dobrze, że zatrudnia się do tego wysokiej klasy profesjonalistów i znane postacie takie jak Sean Bean. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet najlepsza od strony technicznej produkcja nie zyska sobie większego odzewu, jeśli będzie patetyczną, łopatologiczną propagandówką, w której nie brakuje tez historycznych nie tylko wielce wątpliwych, ale też niezbyt zrozumiałych dla zagranicznego odbiorcy.

Na koniec warto zastanowić się, czy na pewno popularyzować powinniśmy militarno-martyrologiczną historię naszego kraju, w której bohaterscy żołnierze i wielkie jednostki (niemal wyłącznie płci męskiej) dokonują heroicznych czynów lub giną „za godność i wolność”.

Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(http://sidorski.pl/wp-content/uploads/2017/09/niezwyciezeni.jpg);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}
Inline
Inline

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji.

Aby zapewnić najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję", zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij