Oszustwo Barbielandu

Bawiłem się na „Barbie” znakomicie. Ale za mało w tym filmie feminizmu.

„Barbie” to film pod wieloma względami znakomity. Scenografia i kostiumy to prawdziwe dzieła sztuki, a Ryan Gosling znowu pokazuje, że jest dobrym, wszechstronnym aktorem, który nie obawia się ról, jakich nie przyjęłoby wielu gwiazdorów Hollywood – szczególnie z nieco starszego pokolenia. Margot Robbie z kolei jest perfekcyjna jako stereotypowa Barbie i chyba zasługuje na nieco więcej pochwał (Gosling zbiera ich mnóstwo).

Najważniejsze jednak, że reżyserka i scenarzystka Greta Gerwig umiejętnie posługuje się komedią, groteską i pastiszem, by dokonać celnej (choć powierzchownej) krytyki patriarchatu. Czyni to za pomocą najprostszego z możliwych zabiegów, jakim jest odwrócenie ról, nie stroni od patosu i wprost łopatologicznego wykładania swoich poglądów, ale w przyjętej konwencji to nie razi (może z wyjątkiem jednej sceny) ani nie wywołuje cringe’u. Kiedy już jednak przestałem się śmiać i szedłem sobie w różowej koszuli i różowych włosach przez centrum handlowe, zorientowałem się, że to wszystko trochę takie meh.

Patriarchat to system społeczny, w którym mężczyźni mają władzę (pozwolę sobie zostawić na boku kwestię tego, jaka to władza itd.). „Barbie” całkiem trafnie pokazuje nawet, że większość tej władzy sprawuje jedynie wąska grupa na samym szczycie społecznej i gospodarczej hierarchii. Problem w tym, że obalenie władzy wymaga rewolucji, nawet jeśli bezkrwawej i rozciągniętej na dziesięciolecia czy wręcz stulecia. Patriarchat nie rozpadnie się sam, trzeba go więc rozwalić, gdyż nie da się zbudować równości na bazie relacji władzy.

fot. Warner Bros. Picture – © 2023 – Warner Bros

Istnienie patriarchatu i seksistowskich przekonań, na których się opiera, wpływa na tak wiele aspektów naszej rzeczywistości, że już samo uczynienie wyłomu w tym systemie, jakiego dokonały pokolenia sufrażystek i feministek, powoduje z jednej strony „kryzys męskości”, a z drugiej działania dosłownie kontrrewolucyjne – to cały ten antyfeministyczny backlash, ataki na „polityczną poprawność”, „ideologię woke” itp. „Barbie” jednak z rewolucją ma niewiele wspólnego.

Po pierwsze, cały film to po prostu jeden wielki pinkwashing marki Barbie oraz jej właściciela, Mattel. Jest ów pinkwashing wręcz bezczelny i nachalny. Oto sprzedaje nam się wizję, w której lalki Barbie to praktycznie ikony feminizmu i wielkie narzędzie empowermentu kobiet, a Mattel to takie trochę śmieszne korpo, ale nic złego, w końcu wydają miliony na wspieranie edukacji dziewczynek na całym świecie. Prawdę mówiąc, nawet nie chce mi się z tym polemizować, jest to po prostu kolejny przykład tego, jak samoświadoma i komediowa zarazem krytyka społeczna, często wymierzona rzekomo w szefów autorek i autorów tej krytyki, jest tak naprawdę pusta i całkowicie pozbawiona potencjału wywrotowego. Zamiast wywoływać zmianę, konserwuje stan zastany, bo widzom ma wystarczyć (i wystarcza), że są równie świadomi jak film, który oglądają.

Po drugie, z filmu prawie nic nie wynika. Jasne, dostajemy całą tę krytykę patriarchatu, ostatecznie wszystkie zmiany w filmie – zarówno rewolucja (!) Kenów, jak i ponowny tryumf Barbie – zachodzą wewnątrz Barbielandu i to tylko po to, by wszystko wróciło do dawnego status quo. Cały program wyzwolenia z patriarchatu (czyli z władzy Kenów) polega na uświadomieniu kobietom (lalkom Barbie) sprzeczności narzucanych im wymagań związanych z rolami płciowymi. Niestety, w rzeczywistości nie jest tak łatwo, a wywołanie wskazanego dysonansu poznawczego niejednokrotnie nie pozwala przekonać do feminizmu nawet wielu kobiet – cóż dopiero mężczyzn.

fot. Warner Bros. Picture – © 2023 – Warner Bros

Zapewne oczekiwanie, że „Barbie” przedstawi realny sposób na obalenie patriarchatu i ukaże nam upragnioną rzeczywistość równości płciowej, byłoby przesadą, ja chciałbym jednak – zgadzam się w pełni ze Zwierzem Popkulturalnym – by ten różowy manifest wyszedł chociaż odrobinę poza najbardziej elementarne podstawy feminizmu. By wyróżnił się spośród wielu produkcji reprezentujących amerykański liberalny feminizm klasy średniej (i nieco wyższej) nie tylko łopatologią przekazu. By jego subwersywny potencjał został zrealizowany choć odrobinę… – a nie, prawdziwa subwersja wykluczyłaby przecież funkcję reklamową filmu i pinkwashing. Barbieland jest od początku ułudą, ułudą są zachodzące w nim zmiany, ułudą jest również jego pozytywny wpływ na naszą – tę prawdziwą – rzeczywistość. Barbieland to od początku do końca korporacyjne oszustwo.

Na koniec wypada napisać o tym, jak przedstawieni zostali w tym filmie mężczyźni i jaką rolę odgrywa tu Ken – zarówno ten konkretny, grany przez Ryana Goslina, jak też bohater zbiorowy o tym imieniu. Oczywiście, nie zamierzam dołączyć do męskiego chóru narzekających na to, jak to te straszne feministki przedstawiły facetów jako niedorajdy, olaboga, ten straszny łołkizm, poprawność polityczna, lewactwo itd. Wystarczyło, że raz pokazano mężczyzn tak, jak w tysiącach produkcji pisze się postacie kobiece, by Twitter rozgrzał się do czerwoności. Panowie! Trochę dystansu! Nie znacie się na żartach?

No ale żarty żartami, a Kenowie są jednak trochę problematyczni. Walka z patriarchatem zaprowadzonym w Barbielandzie przez Kena Ryana Goslinga jest tu jednocześnie walką o przywrócenie rządów kobiet i odebranie mężczyznom praw obywatelskich (jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało w odniesieniu do tej różowej krainy). Jedyne przecież, co zyskują Kenowie, to osobistą przemianę, pozwalającą im przestać definiować się poprzez związek z Barbie. Zmiana jest więc indywidualna, a nie systemowa, społeczna. Ken Goslinga musi tu odebrać lekcję, jaką zna z własnego doświadczenia wiele kobiet – w (pop)kulturze wciąż uczy się dziewczynki, że najważniejsze to znaleźć męża – ale na tym koniec. Owszem, może to pokazywać, że walka o prawa kobiet jest trudna i daleka od zakończenia (tak jak walka o prawa Kenów w Barbielandzie), lecz film wiąże zarazem obalenie patriarchatu z podporządkowaniem mężczyzn kobietom. Coś tu zgrzyta.

fot. Warner Bros. Picture – © 2023 – Warner Bros

Wreszcie, skoro już tak wiele uwagi poświęcono Kenom i Kenowi, to nasuwa się pytanie, czy nie dało się wykorzystać ich obecności, by zaprezentować jakiś pozytywny wzorzec męskości? Jasne, można zawsze powiedzieć, że skupiamy się na prawach i dyskryminacji kobiet, a mężczyźni to osobny temat, ale w takim razie dlaczego wątek Kenów jest tak rozbudowany, a Barbie musi jeszcze na koniec wykonać pracę emocjonalną za swego załamanego kolegę? Ta scena jest zresztą problematyczna również dlatego, że szlochający Ken mówi co prawda, iż płacz nie oznacza słabości (choć i do słabości mają mężczyźni prawo!), ale ukazany jest jako osoba śmieszna, raczej żałosna, a zarazem niezdolna do samodzielnego wyciągnięcia wniosków z całej historii. Nie tylko więc nie otrzymujemy tu pozytywnego wzorca męskości, ale mamy jeszcze utrwalenie jednego z najbardziej toksycznych, patriarchalnych stereotypów dotyczących mężczyzn, ich płaczu i słabości.

To ostatnie nie jest sprawą błahą. O ile feminizm przyniósł nam częściową dekonstrukcję kobiecych ról i wzorców płciowych, o tyle w przypadku mężczyzn nic takiego nie nastąpiło. Jeśli zaś patriarchat ma w końcu kiedyś upaść, to również męskość musi ukształtować się na nowo. Mężczyźni muszą tę pracę wykonać samodzielnie, korzystając, oczywiście, z dorobku teorii feministycznej, ale w międzyczasie byłoby dobrze, gdyby postawy alternatywne do maczystowskiej przestały być wykpiwane. Wyśmianie toksycznej męskości nie wystarczy. Podobnie jak fejkowa rewolucja w fejkowym świecie wykreowanym w fejkowo feministycznej korporacji.

Roman Sidorski

Zawsze lubiłem pisać i dowiadywać się czegoś nowego o świecie. Wg rodziców bawiłem się w pisanie felietonów jeszcze zanim nauczyłem się składać litery w słowa (i zanim dowiedziałem się, co to jest felieton). Ten blog jest efektem syzyfowych prób zaspokojenia mojej ciekawości, prokrastynacji za pomocą coraz to nowych hobby oraz potrzeby spisywania myśli kłębiących mi się w głowie.

div#stuning-header .dfd-stuning-header-bg-container {background-image: url(https://sidorski.pl/wp-content/uploads/2023/07/barbie1_.jpg.webp);background-size: cover;background-position: center center;background-attachment: initial;background-repeat: no-repeat;}#stuning-header div.page-title-inner {min-height: 650px;}#main-content .dfd-content-wrap {margin: 0px;} #main-content .dfd-content-wrap > article {padding: 0px;}@media only screen and (min-width: 1101px) {#layout.dfd-portfolio-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars,#layout.dfd-gallery-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars {padding: 0 0px;}#layout.dfd-portfolio-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars > #main-content > .dfd-content-wrap:first-child,#layout.dfd-gallery-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars > #main-content > .dfd-content-wrap:first-child {border-top: 0px solid transparent; border-bottom: 0px solid transparent;}#layout.dfd-portfolio-loop > .row.full-width #right-sidebar,#layout.dfd-gallery-loop > .row.full-width #right-sidebar {padding-top: 0px;padding-bottom: 0px;}#layout.dfd-portfolio-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars .sort-panel,#layout.dfd-gallery-loop > .row.full-width > .blog-section.no-sidebars .sort-panel {margin-left: -0px;margin-right: -0px;}}#layout .dfd-content-wrap.layout-side-image,#layout > .row.full-width .dfd-content-wrap.layout-side-image {margin-left: 0;margin-right: 0;}